22.11.17




wokół i w środku papierowa makieta miasta bez fundamentów. stoję na brzegu morza betonu i drżę, gdy o kostki rozbija mi się fala dymu. tęsknię i podważam, a w międzyczasie nie jestem pewna. tracę i chcę, i nie chcę, jednocześnie. śnię i budzę się o wschodzie słońca, które gaśnie niedługo potem, rozregulowane, zakurzone. ścięliśmy lasy i zrównaliśmy góry z poziomem morza, coraz rzadziej zauważam powietrze, pamiętam jeszcze czas, kiedy to było wszystkim, co miałam. teraz mam mniej więcej.



21.11.17



18.11.17


14.11.17



11.11.17


8.11.17


by WW

6.11.17



30.10.17


26.10.17



24.10.17


22.10.17


18.10.17


17.10.17




na samym końcu zimnego frontu, w próżniowej płaszczyźnie, która scala oddzielność i oddziela zrośnięcie - nie ma tu miejsca na myśli wypukłe i uczucia, które pragną tylko wymykać się spod kontroli. wiatr przemierza nas na wskroś, wyrywając nam odwodnione liście ze stawów, połączenia nerwowe pękają jak cienkie szkło czy zbutwiałe drewno, nie ma pamięci, nie ma ciągłości istnienia, nie było cię od zawsze. ciemne, ciężkie chmury idą za frontem chłodnym, dezerterująca ariergarda. zimą się/cię odnajdę.