3.2.18


verdens ende, norway

2.2.18


1.2.18




i dreamt about the place made of snow and danger.
please be gentle to me, you need to know.



31.1.18


27.1.18


tønsberg, norway

22.1.18


tønsberg, norway

20.1.18




śnieg mnie rozprasza w świetle dziennym. nocą - na szczęście - rozpraszają mnie zawieszone w powietrzu kryształki lodu, nad jedyną prawdziwą pustynią ziemi. chłód ociera się o moje ciało, ale nie przenika do środka, nie jest ani szorstki ani miękki w dotyku, nie odczuwam go, a jednak odczuwam że jest, bo wypełniam lukę w nim, powstałą właśnie po to, żebym mogła ją wypełnić. widzę jak lód sublimuje, kiedy przekraczam biegun południowy w starannie zaplanowanej drodze donikąd, jeszcze trochę tonę i płaczę, ale przecież już wiem, że woda w stanie ciekłym nie istnieje, są tylko zawieszone w powietrzu kryształki lodu, a horyzont nie jest linią prostą, a okręgiem.



18.1.18


tønsberg, norway

16.1.18



tønsberg, norway

13.1.18




tønsberg, norway



12.1.18


31.12.17




nie wiem co powiedzieć, kiedy światła brudzą niebo, a ja tylko tęsknię, tęsknię i pod zamkniętymi powiekami rysuję trasę z północy do domu, na wyuczonej na pamięć mapie krainy. mam plan. ale jeszcze muszę czekać. i tęsknić, tęsknić i pod zamkniętymi powiekami dawać przyzwolenie lasom równikowym i wieżowcom, co strącają z nieba krople tropikalnej ulewy. ziemia nie jest ani mała ani duża, i ani płaska ani okrągła. jest tylko jarzącym się punktem widzianym z tego miejsca, do którego wybieram się zgodnie z planem, by potem opowiedzieć o tym każdemu, kto będzie chciał słuchać. drzewom i falom, i niebu, które gaśnie.